
Może trochę dziwne, ale napewno zabawne.
Gdy dziecko leży na podłodze. Weź poduszkę, powiedź "Uwaga, leci poduszka". Delikatnie rzuć poduszkę na psotnika. I tak w kółko.
Moje dzieci za tym przepadają. Ekscytują się tym gdzie updanie kolejna poduszka (obiecuję - rzucam bardzo delikatnie. Nikt nie potrzebuje kasku w tej grze i nikt nie odnosi obrażeń).
Kiedy psotnik jest przykryty kilkoma poduszkami, mówię, "Muszę na chwilę usiąść" i delikatnie naciskam (ręką) na górę poduszek. Czasami udają że są meblami a czasem z oburzeniem oświadczają że są dziećmi i że powinienem znaleść sobie inny mebel do siedzienia.
Często w nudne sobotnie popułudnia lubię zagrać z moimi maluchami w następującą grę. Kiedy dzieci szaleją na dworze, wychodzę do nich i wołam je do siebie. Kiedy stoją przede mną mierzę je wzrokiem z góry na dół i robiąc zmartwioną minę, mówię poważnie "wygląda na to iż kończy się wam zapas buziaków, pozwólcie że go uzupełnię". Chwytam jest wtedy i całuję bez przerwy a one wierzgają i starają się uciec. Po kilku sekundach pozwalam im kontynuować to co robiły. Kilka minut później wołam je ponownie i zaczynam swoje wygłupy od nowa.
Kiedy już wyczują iż znów szykuję swoje wygłupy muszę scigać je po całym podwórku - to także świetna zabawa. Wygłupy świetnie sprawdzają się również na dorosłych. Lubię grać w tę grę z moją Piękną Żoną aczkolwiek nie lubi Ona części ściganej tak bardzo jak dzieciaki.
Czekając w restauracji na wolne miejsce, 10 czy też 20 minut wydaje się płynąć godzinami. Szczególnie jeśli dzieci są niespokojne bo są głodne. Zazwyczaj to do mnie należy utrzymanie porządku i zabawianie dzieci w ciągu tych kilkunastu minut. Podzielę się więc tym małym zabójcą czasu który opracowałem pewnego dnia.
Zapytałem dzieci, jakim samochodem chcą być. Jedno z nich wybrało samochód wyścigowy, drugie autobus. Wyszliśmy z restauracji i wyznaczyliśmy naszym "samochodzikom" trasę po której mogły jezdzić. Powiedziałem autobusowi, że jeśli chce jechać wolno powinien używać prawej strony drogi, natomiast samochodowi wyścigowemu - lewej.
Wyznaczoną trasą był tak naprawdę chodnik wogół małego drzewa kończący się ławką.
Miały wielki ubaw. Ostatecznie autobus wybrał szybki lewy pas a wyścigówka szybko się zmęczyła. Stało się to w chwili gdy zawołano nas do restauracji. Wszyscy cieszyli się cichą i spokojną kolacją.
Po kolacji spędziliśmy kilka minut ścigając się na naszej trasie.
Autobus wygrał i święcił tryumfy w drodze do domu.
Najpopularniejsze zabawy
